środa, 16 maja 2012

Nierówno i chaotycznie - Luxtorpeda: Robaki

Czas na recenzję jednej z najgłośniejszych premier ostatnich dni, a mianowicie nowego albumu Luxtorpedy, Robaki. Ponieważ autor przyjął formę punktową, na początek co nieco o każdym z utworów, a na deser - podsumowanie. Miłej lektury, przed Wami tekst Crawleya. 
Jedziemy od początku - Pies Darwina: gdy tylko włączyłem płytę, utwór od razu mnie kupił. Świetny, dający kopa otwieracz. Każdy element jest tu świetnie zbalansowany - wokale Licy i Hansa w odpowiednich proporcjach (a i świetnie zaśpiewane), ładnie dudniący bas, fajny riff no i ta zmiana w połowie - cudo. Taką chciałbym tę płytę. W Serotoninie jednak pojawiają się pierwsze problemy. Początek jest bombastyczny (Mastodon?). Wokal Hansa nawet nieźle zaczyna i jest dobrze, dopóki nie wchodzi Lica. Jego partia nieco pogarsza cały odbiór, a już wejście refrenu całkowicie go rujnuje. Powtarzane "Nie jesteś sam" wprowadza straszną monotonię i odechciewa się słuchać reszty utworu. Numer trochę ratuje końcówka, ale jednak całość jest już spalona. No i jak może dłużyć się utwór o czasie trwania nieco ponad 3 minuty? 
Amnestia to kolejny problematyczny utwór.Początek jest świetny, wszystko gra, choć linia wokalu Hansa - nie do końca. Wejście drugiego wokalu tylko na chwilę poprawia sytuację. Patent powtarzania jednej linijki tekstu ponownie wprowadza monotonię, nie wspominając już o refrenie, który położony jest według mnie zarówno muzycznie, tekstowo, jak i wokalnie. Znów - mniej niż 4 minuty, a strasznie się dłuży. Pierwszy utwór, który zdecydowanie bym wywalił z płyty. Wilki dwa. Z tym numerem miałem z początku straszne problemy. W ogóle mnie nie ruszał, teraz też nie jest rewelacyjnie, niemniej już nie drażni. Wystarczyła zmiana nastawienia do całości - zacząłem to traktować jako popową balladkę i może być, niemniej sporo bym tu zmienił. Z pewnością zwrotka Licy zaśpiewana jest świetnie (brawo!), niemniej bardzo bym się zastanowił, czy nie powinien to być numer tylko i wyłącznie śpiewany przez Hansa. Dzieje się tak głównie przez to, że krzyk Licy jest mało balladowy i zwyczajnie tutaj nie pasuje. Jeśli zaś obydwaj mają śpiewać, to wprowadziłbym podział na role i kontrast dwóch wokali. Niestety to, co dostaliśmy jest dość miałkie i ogólnie może być, ale gdyby zmienić ten utwór pod względem podziału wokali czy w ogóle wyrzucić go z płyty, ewentualna strata byłaby niewielka. Tu i teraz - odbiór zupełnie odwrotny niż przy poprzednim. Początek średnio mi pasuje, ale potem jest coraz lepiej. Mniej więcej od połowy jest naprawdę fajnie i dzięki tej części kawałek zapada w pamięć. W innym wypadku całość wlatywałaby jednym uchem i wylatywała drugim. Fajny patent z niskim wokalem w drugiej połowie utworu. Tak jak  Wilki Dwa widziałbym zaśpiewane tylko przez Hansa, tak w przypadku Mowy Trawy powinien śpiewać tylko Lica. Wokal Hansa tylko odbiera całości impet, którego utwór potrzebuje. O tekście się nie wypowiadam, bo jest dla mnie dziwny... Muzycznie to taki "szlajerowy szlajer" podrasowany gdzieś SOADem. No i nie grałbym drugi raz refrenu, który jest słabym punktem kawałka. Całość z czasem coraz bardziej się rozkręca, a nieszczęsny refren wszystko psuje. Mam wobec Mowy Trawy bardzo mieszane uczucia. Gimli zaś, to utwór, przy którym uświadomiłem sobie, że do tej pory każda kompozycja zaczynała się tak samo. Niemniej kawałek bardzo mi się podoba - Lica niby śpiewa jak zwykle, ale czuć w jego głosie silne emocje. Wszystko ze sobą współgra - fajny tekst, muzyka chwyta odpowiednie miejsce. Równie dobrze po utworze otwierającym Robaki, mógłby następować od razu ten właśnie kawałek. Gimli to zdecydowanie mocny punkt całego albumu, dla mnie symbolizuje wskoczenie całości na odpowiednie tory. Raus - kolejny bardzo dobry utwór. Ponownie spora dawka mocy w całości. Znam z koncertów i lubię, ale na albumie całość zyskała jakiejś dodatkowej głębi. Kolejna piosenka należąca do Hansa - szczególnie po drugiej minucie - niemniej Lica też wypada nieźle. Muzycznie kojarzy mi się z Juicy Planet Earth Flapjacka - serio. Tajne znaki - dla mnie powinny być zwieńczeniem płyty. Bardzo lekki i radosny utwór, trochę taki na stronę B singla, niemniej na album też pasujący. Zdecydowanie nie jest to kawałek radiowy - bo takie opinie można znaleźć wśród internautów - to raczej sygnał do słuchaczy, że zespół świetnie bawił się nagrywając krążek. Przy okazji Tajne znaki to drugi utwór, który kupił mnie od pierwszych dźwięków. Fanatycy bardzo mi się podobają, choć umieściłbym tę kompozycję być przed Tajnymi Znakami. Podoba mi się refren, świetnie zagrany, podobnie jak całość utworu. Mocno czuć w tym numerze KNŻ, czyli nóżka sama tupie  Obowiązkowy element koncertów. Robaki - tutaj znów zaczynają się problemy. Muzycznie 100% na tak, sposób zaśpiewania też super, ale tekst wydaje się w sposób jakiś niespójny. Wokal strasznie mi przeszkadza w tym utworze i wolę wersję instrumentalną. A w tejże całość coraz bardziej nakręca się na zwrotkach by wprowadzić w wyżyny muzycznych doznań w refrenach. Hymn - nie słucha się tego źle (nawet całkiem dobrze), ale według to mnie kolejny kawałek na stronę B singla, bo na ten album w ogóle się nie nadaje (chociaż tytuł z pewnością trafiony - dobrze oddaje charakter tego, z czym mamy do czynienia). W ostateczności mogłoby być bonusem, ale brak Hymnu na Robakach z pewnością nie zubożyłby całości, może nawet wręcz przeciwnie. Gdzie Ty jesteś? - o! Znów, chwyta za serce. Żeński wokal świetnie dodaje charakteru całej piosence, wprowadzając delikatny charakter zadumy. Jako, że nie jestem wielkim fanem 2Tm2,3 i znam ich głównie z koncertów i płyty 888, to wypowiem się dość ignorancko i napiszę, że kojarzy mi się z koncertami akustycznymi. Całość uzupełniają gitary no i Hans, który odwalił kawał dobrej roboty. Wiem, że miał łatwiej, bo to jego utwór, ale nie znam oryginału. Utwór świetnie dopełnia płytę i jest dobrym muzycznym finałem. Znów wyczuwam podobieństwo do KNŻ z Las Maquinas De La Muerte

 A jak wypada całość? Na dobrą sprawę album jest bardzo nierówny. Połowa utworów nie powinna na niego trafić, lub ewentualnie przydałoby się nad nimi popracować. Wokalnie jest to zdecydowanie płyta Hansa, który potrafi oczarować słuchacza. Lica trochę mniej, ale zdarza mi się odnosić wrażenie, że w niektórych partiach idzie na łatwiznę i krzyczy swoim standardowym wokalem - co jest nudne! Chciałbym też, aby pomiędzy wokalami zachodziła większa interakcja. Na pierwszej płycie było inaczej, dlatego, że Hans często pisał swoje wersy pod to, co napisał wcześniej Lica. Jak było w przypadku Robaków - nie wiem, niemniej czasami prosiłoby się o zerwanie ze schematem: "partia Hansa - lalala  - partia Licy - lala" (i w ogóle zero związku między nimi) po czym znów:  "Lica - mocny refren". Super byłoby, gdyby całość się gryzła, gdyby jeden zaczynał tam, gdzie drugi kończył, pojawiały się jakieś eksperymenty itd., z drugiej zaś strony - pozwalanie jednej osobie na wykonanie całego utworu. Posiadanie dwóch wokali daje niesamowite możliwości, przed którymi zespół wydaje się bronić. Jest też warstwa muzyczna, która w gruncie rzeczy pasuje mi bardzo ale to bardzo mocno. Na dobrą sprawę słuchanie instrumentali w wielu przypadkach sprawiało mi większą frajdę, niż samych piosenek. Na albumie widać progres muzyczny w stosunku do debiutu - źródła tego upatruję zarówno w coraz większym zgraniu zespołu, jak i ilości czasu, jaki zespół mógł poświęcić na tworzenie. Z pewnością jest ciekawiej i potrzeba wielu przesłuchań, by zacząć to wszystko ogarniać. Fakt ten jednak nie potrafił zatrzeć mojego wrażenia o chaotyczności całości. Czasami coś mi wręcz podpowiadało, że brakowało jakiejś myśli przewodniej - a tego ten album wymagał. Można było się pokusić nawet o concept album, a przynajmniej wprowadzić jakąś muzyczną spójność. To, co dostaliśmy to album bardzo nierówny, z w dużej mierze słabszą pierwszą połową, która sprawia, że uczucia mam bardzo mieszane. A jak to wszystko wypada na tle debiutu? Nie potrafię napisać z prostej przyczyny - płyty są bardzo od siebie odmienne i nie da się ich porównać. Nie potrafię też przewidzieć, jaki los czeka ten album u mnie. Z pewnością nie grozi mu przesyt jak w przypadku Luxtorpedy (z wielu względów) i dopiero za pół roku, może rok będę w stanie napisać, czy często wracałem do tego krążka. Czas pokaże. Z oceną się wstrzymam.

/ Crawley, red. TNT

3 komentarze:

Żustin pisze...

Może nie do końca i nie ze wszystkim mogę się zgodzić w przypadku tej recenzji, ale fakt, że jest coś na rzeczy. Ja również odbieram Robaki jako album niespójny, nierówny. Z jednej strony takie hiciory jak Gimli czy Pies Darwina, a z drugiej takie słabiaki jak Hymn... Mam wrażenie, że ktoś tu czegoś nie dopracował i.. wyszło jak wyszło. Trochę mniej mocy ma ta nasza torpeda niż przy debiucie. Chociaż muzycznie jest zdecydowanie mocniej. Czekam na Ursynalia, żeby ocenić materiał na żywo.

Crawley pisze...

A ja czekam na trzecią płytę. Pod skórą czuję, że będzie to mocny materiał.

B0UNCE pisze...

Niestety muszę przyznać rację Crawleyowi... Bardzo nierówna płyta, są genialne momenty, ale to nie wszystko, żeby cały album był OK. Debiut wydawał mi się monotonny, ale po prostu był równy...