piątek, 14 maja 2010

Czym jest hard rock? Definicja i problemy klasyfikacyjne


Rozróżnić gatunki jest czasem bardzo trudno. Dlatego niektórzy wszystko, czego nie mogą nigdzie indziej dopasować wrzucają do worka o nazwie rock lub metal. Tak jakby metal dzielił się na metal i heavy metal. Innym sposobem jest stosowanie przymiotnika alternatywny. Nie wiem, co to - znaczy na pewno, że to rock lub metal alternatywny. Ostatnim sposobem, dość popularnym jest nazywanie całości muzyki rockowej i metalowej trudnej do zaklasyfikowania heavy metalem (tu głównie media publiczne i totalni ignoranci) lub (co zdarza się wielu osobom mającym pojecie o muzyce, a to dlatego że tematyka ta jest dużo bardziej złożona, a przy tym praktycznie nie poruszana) hard rockiem. Dlaczego? Otóż wychodzą oni z błędnego założenia, że heavy metal czy też hard rock to jak sama nazwa wskazuje najcięższa odmiana odpowiednio metalu lub rocka.

Jako, że sprawa nazywania każdego metalu, w tym także jego ekstremalnych postaci, heavy metalem została omówiona chociażby w popularnym filmie Metal: A Headbanger's Journey, ja zajmę się kwestią pojęcia hard rock. Czym właściwie jest hard rock? Wikipedia definiuje go jako – gatunek muzyki rockowej powstały na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, wywodzący się z bluesa i z rock and rolla. Niewiele mówi nam to jednak w kwestii tego, kto gra muzykę hard rockową.

Pionierami tego gatunku są Cream, Jimi Hendrix, Led Zeppelin, Mountain, Blue Cheer oraz MC5. W latach 70-tych muzyka hard rockowa kontynuowana była m.in. przez Deep Purple, Nazareth, Thin Lizzy, Rainbow, Scorpions, Van Halen, AC/DC oraz Aerosmith. Jak łatwo zauważyć faktycznie są to zespoły, które grały wtedy najciężej. Ale wtedy, czyli pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych. Muzyka jednak bardzo zmieniła się od tego czasu i tak jak heavy metal stał się prawie, że najdelikatniejszą formą muzyki metalowej, tak samo hard rock przestał być najcięższa odmianą rocka. Dlatego zupełnie błędnym jest określanie hard rockiem takich zespołów jak Black River (stoner metal), Carrion (industrial metal), czy też Lipali lub Sweet Noise (metal alternatywny). Przykłady można by mnożyć, ale nie ma na to miejsca, bo nie jest to jedyny błąd w określaniu muzyki mianem hard rocka.

Kolejny przykład to błąd w odróżnieniu hard rocka od heavy metalu. Zgodnie z definicjami tej muzyki zasadniczą różnicą pomiędzy hard rockiem a heavy metalem jest to, że utwory hardrockowe najczęściej komponowane są w skalach durowych, podczas gdy heavymetalowe niemal wyłącznie w molowych. heavy metal na ogół grany jest też szybciej i bardziej agresywnie. Stąd też wiele osób błędnie klasyfikuje twórcę heavy metalu, jakim jest zespół Black Sabbath jako zespół hard rockowy, a typowo hard rockowy zespół AC/DC jako heavy metal.

Przy określaniu muzyki mianem hard rocka ważny jest też czynnik geograficzny, oraz scena, z której dany zespół się wywodzi. Na początku lat 80-tych w Stanach Zjednoczonych obok sceny thrash metalowej rozwijała się scena będąca odpowiedzią na brytyjski glam rock, czyli hair metal. Zespoły takie jak Bon Jovi, Cinderella, Poison, Mötley Crüe często błędnie nazywane są hard rockiem, ale także jeszcze bardziej błędnie: glam rockiem (istniał tylko w Wielkiej Brytanii), glam metalem (nie ma takiego gatunku), heavy metalem (aż tak delikatny to heavy metal nie był) lub nawet pop metalem (kolejny nieistniejący gatunek). Zespoły te wywodzą się jednak ze sceny metalowej nie rockowej i gatunek ten określany jest mianem hair metalu.

Stąd też trudności interpretacyjne, bo grające podobnie do hair metalowych zespoły z Europy klasyfikować należy jako hard rock. Najlepszym przykładem będzie tu szwedzki zespół Europe. Jeśli jednak Europe grający łagodną, melodyjną odmianę rocka jest klasyfikowany jako hard rock niektórzy idą dalej i hard rockiem nazywają: melodic rock, AOR (Adult Oriented Rock) a nawet soft rock, który wedle nazwy powinien być przeciwnością hard rocka (ale przeciwnością nie jest). Jest to jednak błędne rozumowanie, bo określanie takich zespołów jak Mr. Mister, Toto, Starship, Foreigner, Boston nieraz nawet mianem lekkiego hard rocka, lub delikatnego hard rocka powoduje nie tylko muzyczne, ale także językowe sprzeczności.

Kolejnym problemem przy klasyfikacjach są zespoły grające łagodniejsza odmianę NWoBHM - m.in. pierwsze dwie płyty Iron Maiden, oraz późniejsze płyty Def Leppard. O ile w przypadku Iron Maiden należy traktować ich zawsze jako przedstawicieli NWoBHM, o tyle Def Leppard odszedł w pewnym momencie tak bardzo muzycznie od sceny, z jakiej się wywodził, że klasyfikowanie go jako hard rock nie jest już błędem.

Pod koniec lat 80-tych scena hard rockowa praktycznie nie istniała. W radiu i telewizji dominowały albo coraz cięższe odmiany metalu, albo jego łagodna odmiana - hair metal (będący główna konkurencją dla hard rocka) mający już niewiele do zaoferowania. I wtedy na scenie pojawili się Guns n' Roses (żeby nie było tak prosto przez niektórych klasyfikowani jako protoplaści sleeze metalu). Guns n' Roses posiadali wszystko, czego potrzebował hard rockowy zespół by osiągnąć sukces. Ich sukces był ogromny, być może nawet za bardzo, bo doprowadził do szybkiego upadku zespołu. Co wydawać może się dziwne, ale ich sukces nie przełożył się na powstanie kolejnych zespołów w tym gatunku. I tak jak koniec the Beatles oznaczał koniec klasycznego rock n' rolla tak rozpad Guns n' Roses oznaczał koniec klasycznego hard rocka.

Owszem kilka zespołów próbowało (szwajcarski Gotthard, czy ostatnimi czasy australijskie Airbourne) wskrzesić hard rocka, ale prawie zawsze pozostawali niezauważeni na szerszą skalę, bądź szybko się rozpadali. Mimo reaktywacji wielu zespołów grających kiedyś hard rocka gatunek ten uznać można za martwy, bo od ponad 20 lat żaden nowy zespół grający ten gatunek nie dał rady się przebić, a co gorsza każdy nowy zespół hard rockowy po Guns n' Roses opierał się na kopiowaniu któregoś z poprzednich zespołów. Nawet ewentualny sukces Airbourne raczej tego nie zmieni, a może jednak?


foto pochodzi z oficjalnej strony zespołu Aerosmith

12 komentarzy:

Anonimowy pisze...

No ja bym ni chuja nie nazwał Black River stoner metalem, bo jak ich postawić obok Orange Goblin, Fifty Foot Woman, Corruption czy Acid King? I w przeciwieństwie do Crawleya ich lubię:D. Ogólnie drętwy artykuł, wolę jakieś recki, relacje, zapowiedzi niż czysto akademickie rozważania.

Piknik pisze...

a postawiłbyś black river obok led zeppelin, aerosmith, albo ac/dc. gdzie w takim razie umieściłbyś black river? najbliżej im właśnie do stoner metalu, który jak każdy gatunek jest przecież zróżnicowany. dajmy na to heavy metal - różnice między np. black sabbath. judas priest a manowar są przecież ogromne a jednak to nadal heavy metal.

Piknik pisze...

ja recki i relacje pisze gdzie indziej, a tutaj chętnie sobie porobię czysto akademickie rozważania i dyskusje jeśli oczywiście będą chętni.

Piknik pisze...

a poza tym zamierzam się tu zajmować głównie historią, pisząc o gatunkach i zespołach dawno zapomnianych a wartych moim zdaniem przypomnienia.

TNT pisze...

Zachęcamy więc do czytania i komentowania recenzji i relacji ;}

Na dniach powinna się pojawić jeszcze jakaś recenzja, bo póki co posucha z koncertami, ale zapraszam do zaglądania na bloga. Czasem w najmniej oczekiwanym momencie pojawia się dużo nowych rzeczy. :)

Pozdrawiam serdecznie, adminka TNT. :)

Anonimowy pisze...

@Piknik - to są właśnie problemy przy próbach klasyfikacji, nie zamierzam się z Tobą spierać, kto ma rację, bo to nie matematyka. Choć tzw. "stonera" uwielbiam, to uważam, że jest to coś, co - jak grunge - nie istnieje, tylko ktoś wymyślił sobie etykietkę, żeby było, że coś, co jest retro, to zupełna nowość. Ogólnie do rożnych rzeczy spod gatunku "rockowo-metalowe chujwieco" stosuje termin hard'n'heavy i tutaj mi się właściwie wszystko mieści;) Poza tym, jak komuś się podoba zespół X, to chyba kwestią drugorzędną jest, w jakiej szufladce tenże zespół siedzi.
I nie zrażaj się moją opinią tylko rób swoje (zresztą artykuł o tym jak się kiedyś metale ubierali był dla mnie odkrywczy i ciekawy). powodzenia!

Piknik pisze...

a ja akurat uważam że takie coś jak stoner i grunge istnieje także jako gatunek. ja jestem przeciwny nazywania wszystkiego "rockowo-metalowo chujwieco" jako hard & heavy bo to obraza dla tych gatunków. hard rock i heavy metal nie są śmietnikiem gdzie można wszystko wrzucać. ludzie wrzucają tam wszystko bez wyjątku a później przeciętni zjadacze chleba myślą że fan hard & heavy to jada koty, imprezuje wyłącznie na cmentarzu gdzie dewastuje nagrobki, pije krew zmarłych itd. szkoda, że nie chcesz polemizować. ja tam lubię wymianę poglądów i argumentów bez obrażania drugiej osoby. nie chodzi tu o to kto ma racje, bo racji jest tyle ile osób uczestniczy w debacie. ale większość osób uważa, że to kłótnia i tematu nie podejmuje. szkoda. z drugiej strony mówisz, ze według Ciebie nie ma takich gatunków jak grunge czy stoner a używasz przy klasyfikacji pojęcia hard & heavy, a takiego gatunku nie ma bo jest hard rock i heavy metal, czyli 2 osobne gatunki. i na przykład chciałbym wiedzieć jak klasyfikujesz to wspomniane black river. poza tym zobacz pod relacjami i recenzjami max 1 komentarz a tu się zrobiła dyskusja. dlatego nie unikam kontrowersyjnego pisania ani polemiki bo wymiana argumentów poszerza także i moją wiedzę. oczywiście, że się nie zrażam, mam świadomość że w świetle dziś obowiązujących trendów i poglądów piszę niepopularnie, dlatego otwarty jestem na wszelka krytykę. i dziękuję, że artykuł o ubiorze się podobał.

Bartosz pisze...

ja osobiście nie uznaję wydzielania grandżu z muzyki rockowej - z 3 względów: 1) różnice nie są aż tak znaczne, żeby trzeba było mieszać świeżo upieczonemu słuchaczowi w głowie, 2) nie widzę sensu tworzenia szufladki dla 5 kapel, 3) nie widzę żadnego sensownego powodu, żeby wydzielić ten gatunek. Co do stonera to jest sens go wydzielać. Akurat Black River to trochę rock, trochę metal, a stonera to tam jakoś bardzo wiele nie ma. Np. Positivę czy Kamchatkę spokojnie dałoby się podciągnąć pod hr, ale jak się posłucha Colour Haze to różnice są słyszalne i łatwo definiowalne nawet dla laickiego laika ;]

Piknik pisze...

cześć Bax. jeśli nie wyodrębnimy Grunge'u to trzeba wrzucić do jednej szuflady pod nazwą rock alternatywny zarówno Alice in Chains jak i Myslovitz. kapel grających grunge jest więcej jak 5. jak chcesz mogę je wymienić. a może napisze coś o Grunge'u w przyszłości. zobaczymy.
i Ciebie też zapytam jak zaszufladkujesz (jeśli byś musiał) to nieszczęsne i trudne w klasyfikacji Black River.

Piknik pisze...

pees. wiem że szufladkowanie jest dość skomplikowane, subiektywne i nie wszyscy je lubią. będę jednak czasem o tym tutaj pisał, a liczba komentarzy (wiem połowa jest moja) pokazuje że ma to jakiś sens (pisanie o tym tutaj)

Anonimowy pisze...

Witam,

Wprawdzie mierzi mnie nazywanie hard rockiem tego co tworzyły np. hair metalowe kapele z lat 80tych, jednak autor nie do końca ma racje jeśli chodzi o "początki" hard rocka, oraz rzekomych róznic między HR a heavy metalem. Najlepszy pzykład to ten Black Sabbath. Owszem, sabbaci są absolutnymi pionierami heavy metalu, jednak pierwszy album to w zasadzie nieco tylko brudniejszy blues rock, tak samo jak i kolejne trzy. I ja osobiście raczej skłaniałbym się do nazywania takiego grania hard rockiem(ew. heavy rockiem), a nie heavy metalem. A sabbaci wcale nie byli jedynymi, którzy wtedy tak grali, wystarczy choćby wymienić Sir Lord Baltimore czy genialne Blue Cheer(pierwszy LP), że już daruje sobie sięganie do kapel typu High Tide czy Parson Sound. Jeszcze inna kwestia jest taka, że w ówczesnej pasie jako heavy metalowe określano kapele typu Deep Purple, czy właśnie Sir Lord Baltimore, a nawet Jethro Tull! Sam "ciężar" to też nienajlepszy punkt odniesienia; progresywne czy kraut rockowe grupy typu Guru Guru grały znacznie ciężej niż Nazarethy czy Uriah Heepy, a nikt ich hard rockiem nie określa. Idąc dalej: często kapele co do których nie ma wątpliwości, że grają hard rocka grają zupełnie inaczej, i tak mamy dość lekkie i szybkie, oparte na hammondach brzmienie Uriah Heep czy Deep Purple(jeśli chodzi o strukturę utworów chyba najbliższe dzisiejszemu heavy metalowi), mamy zespoły wykorzystujące organy, ale grające z kolei mega ciężko - Atomic rooster, Lucifer's Friend, stricte gitarowe grupy też możemy podzielić na kilka typów - inaczej grało Budgie, inaczej Nazareth, jeszcze inaczej UFO. Także kończąc ten przydługi i nieskładny wywód - imho pojęcia typu "hard rock" należy traktować umownie, jako pewien drogowskaz, a nie konkretną definicje danej muzy. Ogólnie tekst ciekawy, ale niefajne jest przedstawianie swoich poglądów na dany temat jako prawdy objawionej, bo łatwo przy tym palnąc bzdurę :)

Pozdrawiam,

Pudel

Piknik pisze...

Nie twierdzę, że moje zdanie jest prawdą objawioną. Jak sama nazwa bloga wskazuje to co pisze jest moim subiektywnym zdaniem i chętnie na ten temat będę polemizował, może nawet dam się przekonać do czyiś poglądów. Kapele Blue Cheer znam bardzo dobrze i nawet wymieniłem ją w komentowanym tekście. Setek innych kapel mało znanych przeciętnemu słuchaczowi nie wymieniałem bo moje teksty tutaj są skierowane głównie do osób mających co najwyżej średnie pojęcie o danym temacie. Aczkolwiek nie tylko do tych osób, jeśli będzie zainteresowanie tematem, jeśli będzie więcej komentarzy jak Twój, chętnie przejdę w wolnej chwili (niestety po wakacjach bo teraz pracuje poza miejscem zamieszkania i nie mam dostępu do interentu)do bardziej szczegółowych polemik w tej lub innej kwestii. W pierwszej wolnej chwili postaram się szerzej odnieść do Twojego komentarza