Pół roku 2011 za nami, parę godnych uwagi płyt przez te sześć miesięcy nam się na rynku pojawiło, ale i druga połowa tego roku zapowiada się całkiem obiecująco w kontekście nowych wydawnictw zespołów znanych i lubianych. Poniżej mały przegląd tego, co zapowiada się nieźle lub chociaż, z różnych względów, ciekawie.
Na początku tego roku pojawiła się w mediach informacja dość enigmatyczna. Mianowicie zespół Metallica miał według niej pracować nad nowym albumem, który jednak nie był w założeniu nowym studyjnym albumem sławnej czwórki ze stanu Kalifornia. Wszystko wyjaśniło się w czerwcu. Zespół poinformował media i fanów, że właśnie skończył nagrywać płytę z ... Lou Reedem. Przyznać trzeba, połączenie to dość nietypowe. Na razie wiadomo jedynie tyle, że podczas zakończonych niedawno sesji nagraniowych, zarejestrowano 10 nowych utworów, napisanych przez Reeda i zaaranżowanych wspólnie z Metalliką. Tytuł płyty i data jej wydania nie są jeszcze znane. Wiadomo natomiast, że początkowo towarzystwo miało nagrać wspólnie parę starych kawałków Reeda, jednak tydzień przed rozpoczęciem nagrań, wokalista zmienił zdanie i postanowił stworzyć coś zupełnie nowego. Warto przypomnieć, że wykonawcy mieli już okazję zagrać wspólnie w 2009 roku, kiedy wykonali razem 2 utwory Reeda podczas koncertów jubileuszowych z okazji 25 lecia Rock and Roll Hall Of Fame. Co o tej nietypowej współpracy mówią sami zainteresowani?
Chyba nigdy nie czuliśmy się tak wolni, mówi Lars Ulrich, a Kirk Hammett dodaje, Nie czujemy się jak grupa towarzysząca Lou. To tak jakbyśmy byli zupełnie nowym zespołem. Biorąc pod uwagę dokonania Metalliki w ostatnich 20 latach, cokolwiek by nie nagrali, wielu fanów podejdzie pewnie do płyty ze sporym dystansem i obawami. Jak wyjdzie? Tego na razie nie wiemy, ale zapowiada się interesująco.
A skoro było o Metallice, to jakoś tak naturalnie przychodzi do głowy inny zespół na M, mianowicie Megadeth. Zespół dowodzony przez Dave’a Mustaine’a i zasilony ponownie po kilku latach przerwy przez oryginalnego basistę Dave’a Ellefsona od początku roku pracuje nad nową płytą. Według słów lidera, album jest muzycznym przeciwieństwem ostatniej płyty Megadeth - Endgame i dominują na nim supernowoczesne dźwięki gitar oraz brzmienie Black Sabbath pomieszane z Queens Of The Stone Age. Dave nie omieszkał też dodać, że jego zdaniem jest to najlepsza płyta Megadeth od czasu Countdown To Extinction. Pożyjemy, zobaczymy... Premiera planowana jest na jesień, a oprawą graficzną zajął się znany z dwóch poprzednich wydawnictw zespołu, John Lorenzi. Wiadomo też, że zespół nagrał 12 utworów. Czy wśród tych nich jest kawałek Never Dead, który ma zostać podobno wykorzystany w trailerze gry o tym samym tytule, na razie nie wiadomo.
Zostajemy w klimatach metalowych, choć w nieco bardziej rozbudowanej formie. Nową płytę szykują Szwedzi z Opeth. Dziesiąte wydawnictwo w historii zespołu zatytułowane jest Heritage i w sklepach pojawi się 16. września. Na płycie znajdzie się aż 10 utworów, trwających łącznie nieco ponad 55 minut. Okładką zajął się, jak zwykle, Travis Smith, którego prace zdobią też okładki wydawnictw Riverside. Trzeba przyznać jednak, że oprawa graficzna Heritage mocno różni się od tych, znanych z poprzednich dokonań Szwedów i klimatem nawiązuje raczej do lat 70-tych. Podobnie zresztą jak muzyka, która według słów lidera zespołu, Mikaela Åkerfeldta, będzie w znacznym stopniu odejściem od tego, co zespół prezentował dotychczas. Zanosi się na płytę z dużą dawką brzmienia lat 70-tych, z wyraźnie słyszalnymi naleciałościami z hard rocka i fusion, a także, po raz drugi w historii zespołu, bez growlu. Album ma promować singiel, The Devil’s Orchard. Miksowaniem nagrań zajął się ponownie Steven Wilson, mózg Porcupine Tree. Partie instrumentów klawiszowych na nowej płycie gra jeszcze Per Wiberg, z którym zespół rozstał się ‘za porozumieniem stron’ zaraz po zakończeniu sesji nagraniowych. Nowym klawiszowcem Opeth został Joakim Svalberg.
Opeth to nie jedyny gigant progresywnego metalu, który już niedługo zaprezentuje nam swoją nową muzykę. Jeszcze głośniej, choć nie do końca z powodów czysto muzycznych, jest o nowym dziele Dream Theater. Płyta A Dramatic Turn Of Events ukaże się 13. września i będzie pierwszą, nagraną po odejściu z zespołu założyciela i głównodowodzącego DT, Mike’a Portnoya. Na początku tego roku, zespół odbył serię prób z siedmioma światowej sławy perkusistami, a szczęściarzem, który został nowym bębniarzem Dream Theater okazał się doskonale znany w rockowym i metalowym światku, Mike Mangini. Płyta ma być podobno powrotem do bardziej progresywnych brzmień, znanych z wcześniejszych płyt zespołu, a utwory zostały w całości skomponowane przed przyjęciem Manginiego w szeregi zespołu. Pierwszy z dziewięciu utworów, On the Backs Of Angels, został udostępniony 29. czerwca na oficjalnym kanale YouTube wytwórni Roadrunner Records. Produkcją krążka zajął się gitarzysta John Petrucci, a za miks odpowiada Andy Wallace, znany choćby z pracy przy płytach Nirvany, Slayera, czy System Of a Down.
Skoro już jesteśmy przy klimatach progresywnych, na dniach ukaże się dwudziesta studyjna płyta gigantów rocka progresywnego, zespołu Yes. Pierwsze od dziesięciu lat wydawnictwo zatytułowane jest Fly From Here i jest studyjnym debiutem w szeregach Yes nowego wokalisty, Benoit Davida, który w 2008 roku zastąpił Iana Andersona. David śpiewał wcześniej w kanadyjskim tribute bandzie, specjalizującym się w coverach Yes. Na płycie pojawiają się też dwaj byli muzycy Yes, klawiszowiec Geoff Downes oraz wokalista i klawiszowiec Trevor Horn, który zajął się także produkcją albumu. Ponad połowę płyty zajmuje utwór tytułowy, którego geneza sięga poprzedniej przygody panów Downesa i Horna z Yes. Obaj zaprezentowali wczesną wersję tego dzieła pozostałym muzykom zespołu już w 1980 roku, jednak utwór, mimo pojawiania się w koncertowych setlistach, nie został nigdy porządnie nagrany, ani wydany na płycie studyjnej. Na Fly From Here pojawia się też między innymi były klawiszowiec Yes, Oliver Wakeman – syn Ricka Wakemana, chyba najbardziej znanego z byłych klawiszowców tej grupy. Okładkę stworzył, tradycyjnie, Roger Dean. Płytą mogą się już delektować Japończycy (przynajmniej ci, którzy nie stracili swojego sprzętu muzycznego w tegorocznych kataklizmach), w Europie i Stanach album ukaże się w pierwszych dniach lipca.
Nową propozycję dla fanów ma także mistrz horror rocka, Alice Cooper. I tutaj nie zabraknie powrotów do przeszłości. Płyta zatytułowana Welcome To My Nightmare 2 jest, jak nietrudno się domyślić, kontynuacją jednego z najbardziej znanych dzieł mistrza Coopera, wydanego w 1975 roku. Nie jest więc niespodzianką, że brzmieniem ma podobno nawiązywać właśnie do tamtego albumu. Data wydania albumu co jakiś czas jest zmieniana, raz możemy przeczytać o roku 2011, innym razem o 2012. Ostatnia wersja mówiła o wrześniu tego roku. Na płycie znajdzie się 13 kompozycji. I tu miła niespodzianka dla fanów zespołu Alice Cooper, czyli formacji, w której zaczynał wokalista, zanim rozpoczął karierę solową, adaptując nazwę zespołu jako swój nowy pseudonim. Trzech żyjących członków oryginalnego Alice Cooper band zagra w trzech utworach na Welcome To My Nightmare 2. Może się to wydawać dziwne, biorąc pod uwagę, że „Jedynka” była właśnie pierwszą płytą, na której Coopera nie wspomagali oryginalni muzycy zespołu, ale widocznie panom tak dobrze grało się razem kilka miesięcy temu, podczas przyjmowania ich w poczet Hallu Sław Rock and Rolla, że postanowili jeszcze trochę wspólnie pomuzykować. Fanom pozostaje zacierać łapy.
Na koniec, mała zmiana klimatów muzycznych. Z nową płytą i z nowym gitarzystą powracają Red Hot Chili Peppers. Album I’m With You ukaże się 26. sierpnia i zawierać będzie 14 kompozycji. Podobno zespół miał materiału na podwójne wydawnictwo, ale tym razem nie zdecydował się na ten krok. Pamiętając Stadium Arcadium, wypada pogratulować zapewne słusznej decyzji. Na nowej płycie nie usłyszymy już Johna Frusciante, który ponownie odszedł z RHCP. Zastąpił go jego kumpel, Josh Klinghoffer, znany z solowych płyt Fru, a także z bycia drugim gitarzystą podczas tras RHCP w ostatnich latach. Gitarzysta więc niby nowy, ale fanom Papryczek dość dobrze znany. Czy zmiana da zespołowi pozytywnego kopa i pozwoli RHCP nagrać w końcu coś, co dorównałoby Blood Sugar Sex Magic czy chociaż Californication? Przekonamy się za 2 miesiące.
Jak widać powyżej, ciekawie zapowiadających się płyt, wydanych w drugiej połowie roku raczej nie zabraknie. Nietypowe kolaboracje oraz zmiany w składach wyżej wymienionych zespołów dają nadzieję na interesujące wydawnictwa, a w kilku przypadkach mogą być ostatnią nadzieją dla fanów na to, że ich ulubione zespoły w końcu nagrają coś wartego uwagi. Nic tylko zbierać pieniądze i odwiedzać latem i jesienią sklepy płytowe.
źródła:
www.rollingstone.com
www.blabbermouth.net
www.lithiummagazine.com
Na początku tego roku pojawiła się w mediach informacja dość enigmatyczna. Mianowicie zespół Metallica miał według niej pracować nad nowym albumem, który jednak nie był w założeniu nowym studyjnym albumem sławnej czwórki ze stanu Kalifornia. Wszystko wyjaśniło się w czerwcu. Zespół poinformował media i fanów, że właśnie skończył nagrywać płytę z ... Lou Reedem. Przyznać trzeba, połączenie to dość nietypowe. Na razie wiadomo jedynie tyle, że podczas zakończonych niedawno sesji nagraniowych, zarejestrowano 10 nowych utworów, napisanych przez Reeda i zaaranżowanych wspólnie z Metalliką. Tytuł płyty i data jej wydania nie są jeszcze znane. Wiadomo natomiast, że początkowo towarzystwo miało nagrać wspólnie parę starych kawałków Reeda, jednak tydzień przed rozpoczęciem nagrań, wokalista zmienił zdanie i postanowił stworzyć coś zupełnie nowego. Warto przypomnieć, że wykonawcy mieli już okazję zagrać wspólnie w 2009 roku, kiedy wykonali razem 2 utwory Reeda podczas koncertów jubileuszowych z okazji 25 lecia Rock and Roll Hall Of Fame. Co o tej nietypowej współpracy mówią sami zainteresowani?
Chyba nigdy nie czuliśmy się tak wolni, mówi Lars Ulrich, a Kirk Hammett dodaje, Nie czujemy się jak grupa towarzysząca Lou. To tak jakbyśmy byli zupełnie nowym zespołem. Biorąc pod uwagę dokonania Metalliki w ostatnich 20 latach, cokolwiek by nie nagrali, wielu fanów podejdzie pewnie do płyty ze sporym dystansem i obawami. Jak wyjdzie? Tego na razie nie wiemy, ale zapowiada się interesująco.
A skoro było o Metallice, to jakoś tak naturalnie przychodzi do głowy inny zespół na M, mianowicie Megadeth. Zespół dowodzony przez Dave’a Mustaine’a i zasilony ponownie po kilku latach przerwy przez oryginalnego basistę Dave’a Ellefsona od początku roku pracuje nad nową płytą. Według słów lidera, album jest muzycznym przeciwieństwem ostatniej płyty Megadeth - Endgame i dominują na nim supernowoczesne dźwięki gitar oraz brzmienie Black Sabbath pomieszane z Queens Of The Stone Age. Dave nie omieszkał też dodać, że jego zdaniem jest to najlepsza płyta Megadeth od czasu Countdown To Extinction. Pożyjemy, zobaczymy... Premiera planowana jest na jesień, a oprawą graficzną zajął się znany z dwóch poprzednich wydawnictw zespołu, John Lorenzi. Wiadomo też, że zespół nagrał 12 utworów. Czy wśród tych nich jest kawałek Never Dead, który ma zostać podobno wykorzystany w trailerze gry o tym samym tytule, na razie nie wiadomo.

Zostajemy w klimatach metalowych, choć w nieco bardziej rozbudowanej formie. Nową płytę szykują Szwedzi z Opeth. Dziesiąte wydawnictwo w historii zespołu zatytułowane jest Heritage i w sklepach pojawi się 16. września. Na płycie znajdzie się aż 10 utworów, trwających łącznie nieco ponad 55 minut. Okładką zajął się, jak zwykle, Travis Smith, którego prace zdobią też okładki wydawnictw Riverside. Trzeba przyznać jednak, że oprawa graficzna Heritage mocno różni się od tych, znanych z poprzednich dokonań Szwedów i klimatem nawiązuje raczej do lat 70-tych. Podobnie zresztą jak muzyka, która według słów lidera zespołu, Mikaela Åkerfeldta, będzie w znacznym stopniu odejściem od tego, co zespół prezentował dotychczas. Zanosi się na płytę z dużą dawką brzmienia lat 70-tych, z wyraźnie słyszalnymi naleciałościami z hard rocka i fusion, a także, po raz drugi w historii zespołu, bez growlu. Album ma promować singiel, The Devil’s Orchard. Miksowaniem nagrań zajął się ponownie Steven Wilson, mózg Porcupine Tree. Partie instrumentów klawiszowych na nowej płycie gra jeszcze Per Wiberg, z którym zespół rozstał się ‘za porozumieniem stron’ zaraz po zakończeniu sesji nagraniowych. Nowym klawiszowcem Opeth został Joakim Svalberg.

Skoro już jesteśmy przy klimatach progresywnych, na dniach ukaże się dwudziesta studyjna płyta gigantów rocka progresywnego, zespołu Yes. Pierwsze od dziesięciu lat wydawnictwo zatytułowane jest Fly From Here i jest studyjnym debiutem w szeregach Yes nowego wokalisty, Benoit Davida, który w 2008 roku zastąpił Iana Andersona. David śpiewał wcześniej w kanadyjskim tribute bandzie, specjalizującym się w coverach Yes. Na płycie pojawiają się też dwaj byli muzycy Yes, klawiszowiec Geoff Downes oraz wokalista i klawiszowiec Trevor Horn, który zajął się także produkcją albumu. Ponad połowę płyty zajmuje utwór tytułowy, którego geneza sięga poprzedniej przygody panów Downesa i Horna z Yes. Obaj zaprezentowali wczesną wersję tego dzieła pozostałym muzykom zespołu już w 1980 roku, jednak utwór, mimo pojawiania się w koncertowych setlistach, nie został nigdy porządnie nagrany, ani wydany na płycie studyjnej. Na Fly From Here pojawia się też między innymi były klawiszowiec Yes, Oliver Wakeman – syn Ricka Wakemana, chyba najbardziej znanego z byłych klawiszowców tej grupy. Okładkę stworzył, tradycyjnie, Roger Dean. Płytą mogą się już delektować Japończycy (przynajmniej ci, którzy nie stracili swojego sprzętu muzycznego w tegorocznych kataklizmach), w Europie i Stanach album ukaże się w pierwszych dniach lipca.
Nową propozycję dla fanów ma także mistrz horror rocka, Alice Cooper. I tutaj nie zabraknie powrotów do przeszłości. Płyta zatytułowana Welcome To My Nightmare 2 jest, jak nietrudno się domyślić, kontynuacją jednego z najbardziej znanych dzieł mistrza Coopera, wydanego w 1975 roku. Nie jest więc niespodzianką, że brzmieniem ma podobno nawiązywać właśnie do tamtego albumu. Data wydania albumu co jakiś czas jest zmieniana, raz możemy przeczytać o roku 2011, innym razem o 2012. Ostatnia wersja mówiła o wrześniu tego roku. Na płycie znajdzie się 13 kompozycji. I tu miła niespodzianka dla fanów zespołu Alice Cooper, czyli formacji, w której zaczynał wokalista, zanim rozpoczął karierę solową, adaptując nazwę zespołu jako swój nowy pseudonim. Trzech żyjących członków oryginalnego Alice Cooper band zagra w trzech utworach na Welcome To My Nightmare 2. Może się to wydawać dziwne, biorąc pod uwagę, że „Jedynka” była właśnie pierwszą płytą, na której Coopera nie wspomagali oryginalni muzycy zespołu, ale widocznie panom tak dobrze grało się razem kilka miesięcy temu, podczas przyjmowania ich w poczet Hallu Sław Rock and Rolla, że postanowili jeszcze trochę wspólnie pomuzykować. Fanom pozostaje zacierać łapy.
Na koniec, mała zmiana klimatów muzycznych. Z nową płytą i z nowym gitarzystą powracają Red Hot Chili Peppers. Album I’m With You ukaże się 26. sierpnia i zawierać będzie 14 kompozycji. Podobno zespół miał materiału na podwójne wydawnictwo, ale tym razem nie zdecydował się na ten krok. Pamiętając Stadium Arcadium, wypada pogratulować zapewne słusznej decyzji. Na nowej płycie nie usłyszymy już Johna Frusciante, który ponownie odszedł z RHCP. Zastąpił go jego kumpel, Josh Klinghoffer, znany z solowych płyt Fru, a także z bycia drugim gitarzystą podczas tras RHCP w ostatnich latach. Gitarzysta więc niby nowy, ale fanom Papryczek dość dobrze znany. Czy zmiana da zespołowi pozytywnego kopa i pozwoli RHCP nagrać w końcu coś, co dorównałoby Blood Sugar Sex Magic czy chociaż Californication? Przekonamy się za 2 miesiące.
Jak widać powyżej, ciekawie zapowiadających się płyt, wydanych w drugiej połowie roku raczej nie zabraknie. Nietypowe kolaboracje oraz zmiany w składach wyżej wymienionych zespołów dają nadzieję na interesujące wydawnictwa, a w kilku przypadkach mogą być ostatnią nadzieją dla fanów na to, że ich ulubione zespoły w końcu nagrają coś wartego uwagi. Nic tylko zbierać pieniądze i odwiedzać latem i jesienią sklepy płytowe.
źródła:
www.rollingstone.com
www.blabbermouth.net
www.lithiummagazine.com
Komentarze