
Muzycy porzucili nieco taneczną elektronikę, którą nieraz można było usłyszeć na ostatnich albumach zespołu i postawili na większą rolę gitar. Nie oznacza to rzecz jasna rezygnacji z automatu perkusyjnego i instrumentów klawiszowych, które nadal mają istotne znaczenie w kompozycjach. Słychać jednak, że dźwięki produkowane przez Xy ustąpiły nieco miejsca gitarowemu ciężarowi. Syntezatorowe brzmienia przywodzące na myśl genialny Passage doskonale budują klimat, zaprogramowana perkusja również przywołuje atmosferę nagrań Samaela z drugiej połowy lat 90-tych. Na Lux Mundi nie zabrakło też charakterystycznej dla grupy chwytliwości, żeby nie powiedzieć – przebojowości.
Jeden z utworów, Antigod ukazał się już kilka miesięcy temu na EP i całkiem dobrze reprezentuje album. Inne zasługujące na wyróżnienie kompozycje to The shadow of the sword z dość wyraźnie inspirowanymi black metalem partiami wokalnymi, In the deep z bardzo efektowną podwójną stopą w refrenie czy The truth is marching on. W tym ostatnim znów słychać inspirację ekstremalnym metalem, szczególnie w partiach perkusji. Zupełnie jakby panowie zatęsknili za blastami, które były obecne w każdym chyba kawałku na poprzedniej płycie.
Podsumowując moje rozważania na temat nowego materiału Szwajcarów, mogę stwierdzić, że Lux Mundi to najlepsza płyta Samaela od jakichś… 7 lat. Według mnie Vorph, Xy, Mas i Makro ponownie postawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko i tym razem ciężko im będzie ją przeskoczyć, z czym po niezbyt udanym Above i dobrym, ale mało odkrywczym Solar Soul nie mieli problemu.
/B0UNCE
Komentarze
Dziwny jest ten swiat