poniedziałek, 13 września 2010

The Doors – Historia Nieopowiedziana – recenzja filmu


The Doors: Historia Nieopowiedziana (The Doors: When You’re Strange)
film dokumentalno-muzyczny, USA 2009
scenariusz i reżyseria: Tom DiCillo
czas trwania: 88 minut

"If THE DOORS of perception were cleansed, everything would appear as it is - INFINITE". W. Blake

Zacznę od tego, że film ten mimo że nagradzany na festiwalach, trafił tylko do kilkunastu kin w Polsce, na dodatek w każdym z tych kin grany jest przez krótki czas. O tym, że taki film jest wyświetlany dowiedziałem się zupełnym przypadkiem, bo reklamy praktycznie w ogóle nie było. Musiałem się także sporo natrudzić, aby znaleźć gdzie i kiedy go grają, ale w końcu znalazłem i dotarłem na seans w kameralnym kinie Charlie, do tego nie w głównej sali, a w kameralnej gdzie było tylko 6 rzędów krzesełek. Bym zapomniał, film miał premierę w USA w styczniu 2009. Smutne, ale tak są traktowane w Polsce takie filmy.

Kolejna dziwna sprawa to kwestia przetłumaczenia tytułu. W oryginale: When You a Strange po polsku: Historia Nieopowiedziana. Osoba odpowiedzialna za dystrybucję miała chyba dwóje z angielskiego. Nie jest to w żadnym wypadku nieopowiedziana historia, nie było tam żadnych faktów nie znanych dotychczas fanom, jak również było już wiele filmów i książek o The Doors, więc historia ta była opowiedziana i to wiele razy. Oryginalnemu tytułowi chodziło o coś zupełnie innego.

A teraz sam film. Zaczęło się tak, że bałem się że to będzie zagraniczna wersja Beats of Freedom. Na szczęście tak nie było. To doskonale ukazana historia zespołu The Doors, do tego świetnie uzupełniona dużą ilością muzyki i archiwalnych nagrań koncertowych. A co najważniejsze nie ma tu wywiadów z ludźmi którzy opowiadają, że znali członków The Doors, nie ma wywiadów z fanami którzy dziś zachwycają się Morrisonem. Tu są same fakty przedstawione archiwalnymi nagraniami z lat 1966 - 1971, ukazujące zespół taki jakim był naprawdę, dobre i złe strony, sukcesy i porażki. W dużej mierze film poświęcony jest Jimowi Morrisonowi, ale nie można się temu dziwić bo to on był zawsze w centrum zainteresowania, w dużej mierze to on spowodował, że zespół stał się legendą. Gdyby ktoś mimo wszystko miał co do tego wątpliwości to zostało to w filmie wyjaśnione.

Co ważne w filmie nie ma aktorów wcielających się w postaci z zespołu, są same autentyczne nagrania i zdjęcia z dobrą narracją Johnnego Deepa. Jedynym fragmentem innym niż opisane dotychczas jest kilka scen zaczynających się od informacji radiowej usłyszanej w samochodzie. Sceny te moim zdaniem są kluczem do zrozumienia filmu, do jego ukrytego przesłania.

Cieszy coraz większa ilość filmów muzycznych w kinach, szkoda tylko że te przeciętne (jak Beats of Freedom) są wszędzie promowane, a te bardzo dobre (jak The Doors: Historia nieopowiedziana) w ogóle nie są. Jedyną wzmiankę w mediach przeczytałem na Onecie dzień po tym jak wróciłem z kina.

Moja ocena 9/10. Każdy kto interesuje się muzyką powinien ten film zobaczyć bo dawno nie było tak dobrego filmu muzyczno/historycznego. Jeśli jesteście zainteresowani spieszcie się bo niewiele seansów już zostało.

4 komentarze:

Velvetowa pisze...

Dziwne, bo ja np o Beats of Freedom nic nie wiedziałam, dopóki nie mówiono o nim na tegorocznym Woodstocku, a do kina chodzę bardzo często i mniej więcej wiem co jest aktualnie wyświetlane na ekranach.
Po prostu filmy dokumentalne nie mają większego przebicia. Ludzie wolą takie filmy na spokojnie obejrzeć w TV, na dvd.
A co do tytuły spolszczonego, to istny zabieg marketingowy (: który ma przyciągnąć polskiego fana. W końcu to, co do tej pory było nieopowiedziane przyciąga. Ale zgadzam się z Tobą, zmiana znaczenia oryginalnego tytułu filmów powinna być prawnie zabroniona (:

Piknik pisze...

ja na beats of freedom byłem w kinie w marcu, był wyświetlany we wszystkich multipleksach przez ponad miesiąć, reklamy były na pewno, chociaż co oczywiste było ich mniej niż np. avatara czy innych popularnych filmów.

Piknik pisze...

a właściwie to chciałem powiedzieć, że nie czytasz bloga http://musihilation.blogspot.com/2010/03/beats-of-freedom-historia-rockiem.html bo byś słyszała ;)

Velvetowa pisze...

nie zawsze jestem na bieżąco (; w każdym razie to polski film i polskie realia, które wielu ludzi przeżyło i bardziej się z nimi utożsamia niż z Morrisonem